W dzisiejszym poście podzielę się z wami rzeczą (w sumie powinna być liczba mnoga) o której wiele osób z mojego otoczenia nie wie, chodzi o moją miłość do seriali. Przez ostatnie lata kultura serialów bardzo się podniosła, są one niemal jak filmy, duży budżet, rozbudowana fabuła, świetne zdjęcia i aktorzy z najwyższej półki lub wschodzące gwiazdy. Mam na swojej liście parę seriali jak każdy internetowy leniwiec.
Moim pierwszym serialem (to brzmi tak poważnie) był Dexter - zaczęłam go oglądać bodajże po wyjściu 3-ciego sezonu czyli rok 2008/09, byłam wtedy jeszcze szczylem (typowa 12-latka). Kocham ten serial ale fakt faktem że ostatnie 2 sezony były już bardzo naciągane i tak na prawdę każdy fan czekał na godny finał a nie następny sezon.
Oglądałam również Pamiętniki Wampirów - rzuciłam to w trakcie bodajże 3 sezonu i jakoś nie żałuje, w pewnym momencie zaczął mnie irytować.
Kolejny serial mojej dzikiej młodości (ahh ta gimbaza) czyli Skins, ale żeby być totalnie szczerza ominęłam 6 sezon, nie mogłam się przekonać do 3 generacji, za to sezon 7 to istne arcydzieło i idealny pomysł na finał tak kultowego serialu dla młodzieży.
Do listy brytyjskich seriali dochodzi Misfits, pierwsze sezony idealne i mogę je oglądać non stop. Ostatniego sezonu nie obejrzałam ponieważ dla mnie sezon 4 był idealnym finałem zamykający klamrę czasoprzestrzenną i nic nie musiało być dodawane ale cóż...
Przechodzimy na drugą stronę Atlantyku, Scandal, zacząłem go oglądać podczas mojego pobytu w Szkocji i miałam na jego punkcie małą obsesję ale wygasła wraz z powrotem do Polski i utknęłam w 3 sezonie którego pewnie już nie dokończę. Przed Scandal'em obejrzałam Political Animals który niestety ma tylko jeden sezon i nie doczeka się więcej z powodu za małej widowni (głupcy).
Z seriali które zaczełam i utknęłam pozostały tylko dwa - Banshee (historia taka sama jak ze Scandal) oraz The Walking Dead w który się jakoś nie mogłam wkręcić (why)
Teraz przejdę do listy moich aktualnie oglądanych i na premiery które czekam.
Od października oglądam dwa seriale które nie są dla mnie nowościami.
American Horror Story: Freak Show, moja historia z AHS jest całkiem zabawna, usłyszałam o pierwszym sezonie i oczywiście postanowiłam obejrzeć, ale był taki przerażający (zwłaszcza na początku) że nie byłam w stanie go dokończyć i porzuciłam AHS. Pół roku przed premierą 3 sezonu - Coven, przemogłam się, wyciągnęłam butelkę wina i obejrzałam pierwsze dwa sezony w dwa wieczory i do teraz moja miłość do AHS trwa, oglądam regularnie każdy odcinek.
Drugim serialem który teraz oglądam jest Reign, pierwszy sezon pochłonęłam podczas pobytu w Londynie, pierwsze odcinki są debilne ale oglądałam dalej i dałam się mu rozkręcić. Jest lepiej ale dupy nie urywa, denerwuje mnie fakt że serial nie trzyma się z historyczną konwencją, dodaje postacie i wydarzenia które nigdy nie miały miejsca (podkręca wiek bohaterów). Liczyłam bardziej na coś w stylu Dynastii Tudorów a dostałam Pamiętniki Wampirów, mimo to oglądam dalej, jeszcze mnie nie znudził (o dziwo).
Od przyszłego roku zacznie się dla mnie istna uczta serialowa.
W kwietniu wrócą moje obecne championy - Game of Thrones (no serio kto teraz tego nie ogląda - must watch) i mniej popularny Outlander (polecam) który jest świeżynką na rynku i pierwsza część pierwszego sezonu (właśnie tak pierwsza część) wyszła w sierpniu tego roku.
Z niecierpliwością czekam na serial Wikingowie (pierwszy sezon obejrzałam w Szkocji a drugi już w Polsce) - odwrotność Reign, twórcy próbują jak najbliżej trzymać się faktów historycznych i to po prostu uwielbiam.
W maju premierę drugiego sezonu ma serial Penny Dreadful który według mnie jest istnym arcydziełem jeśli chodzi o sezon pierwszy, nie jestem do końca pewna czego się spodziewać po drugim sezonie powiem szczerze.
Oglądam jeszcze Sherlock'a i Black Mirror, typowe brytyjskie mini seriale na które trzeba czekać wieczność, z dwóch powyższych według mnie lepszy i bardziej złożony jest Black Mirror ale to tylko moje zadanie.
Nie jestem w stanie powiedzieć jakie seriale lubię, wydaje mi się że z powiewem historycznym, fantasy lub sci-fi, obyczajowe za szybko mnie nudzą, chyba że są mega posrane na bani. To też nie jest cała lista seriali które oglądałam/oglądam, za dużo by tego wypisywać ale te najbardziej doceniam i lubię.
poniedziałek, 10 listopada 2014
niedziela, 9 listopada 2014
Witam
Ostatnio modnym sposobem na wybicie się jest tworzenie blogów modowych, z przepisami, makijażem itp - czyli tak zwany lifestyle blog.
Jestem ostatnią osobą może dawać jakie kol wiek lifestylowe rady. Jestem studentką i już tego nienawidzę (zaczęłam w październiku) do tego pracuje na stacji benzynowej (prestiż że ja pier*beep*), pije alkohol kiedy mam tylko okazję czyli jestem studenckim alkoholikiem, pale świństwo zwane papierosami, maluje się codziennie ale i tak wyglądam strasznie (chce dobrze ale wychodzi jak zwykle), nie umiem pisać sensownego tekstu (to się jeszcze tutaj ujawni), nie mam na nić cierpliwości, nie jestem na żadnej diecie (po co mi to), jak gotuje to dużo eksperymentuje i jak wyjdzie to wyjdzie a potem i tak nie pamiętam jak to zrobiłam, nie ubieram się jakoś specjalnie i przy moich znajomych wyglądam jak wieśniara, jestem forever alone, mój gust muzyczny zapewne nikogo by nie zaskoczył czyli suma sumarów jestem szarym człowieczkiem.
Jak tak sobie dopier*beep* to się zastanawiam po co założyłam tego bloga :)
Zobaczymy jak to się wszystko skończy - pewnie źle bo to moje życie :)
Może na wstępie napiszę fantastyczną historię - czyli taką jaką zawsze mam w zwyczaju opowiadać.
Wczoraj próbowałam się położyć jak najszybciej jak się da żeby być w stanie ruszyć dupsko z łóżka o 4:30 i iść do pracy na 6:00, ale moja niesamowita sąsiadka którą kocham z całego serca pomyliła o 2 w nocy mieszkania (nie wiem jakim cudem, po jakiś ch*beep* wiszą te numerki na drzwiach) i zaczęła dobijać mi się do mieszkania, gdy się zorientowała że to nie te drzwi to rozpoczęła walkę ze swoimi i komentowała wszystko ze swoim chłopakiem(?)/mężem(?) czy ch*beep* wie kim, niby nic gdyby nie fakt że nadawali tak głośno że byli w stanie mnie obudzić, wyciągnąć mnie z łóżka i wkurwić. Do pracy poszłam nie wyspana i zła, na szczęście w pracy nie było tak źle (niedziela czyli było w miarę pusto) co nie zmienia faktu że i tak paru klientów mnie wnerwiło (łatwo mnie zdenerwować). Po pracy postanowiłam kupić wino które polecały mi koleżanki z pracy na rozluźnienie. W domku zaczęłam zastanawiać się co by tu zjeść (nie wspominam o mojej walce z korkiem od wina) i wpadłam na fantastyczny pomysł przygotowania piersi kurczaka a winie (w końcu niedziela czyli na bogato), poszukałam jakiś przepisów w internecie które nie uwzględniały mojej studenckiej biedoty. Nie pozostało mi nić jak improwizować - przed chwilą zjadłam obiad i powiem szczerze że bardzo dobry.
Użyłam: ryżu ale myślę że z makaronem też by pasowało, pół szklanki pół słodkiego wina, pół szklanki wody ale proponuje mniej bo wyszedł troszkę wodnisty, pół piersi kurczaka (tak na prawdę pierś kroiłam na oko tyle ile zjem),koncentrat pomidorowy, ząbek czosnku bo akurat w domu był ale bez nic się nie stanie i przypraw jakie miałam (przyprawa do kurczaka, bazylia, zioła prowansalskie, pieprz, sól, liść laurowy)
Wykonanie: obtoczyłam kawałki piersi w przyprawie do kurczaka i podsmażyłam razem z posiekanym czosnkiem, w między czasie nastawiłam ryż, do podsmażonej piersi wlałam wino, wodę i dodałam 2/3 łyżeczki koncentratu, dodałam przyprawy i zostawiłam na małym ogniu z dobre 15 minut (zdążyłam założyć bloga i spalić papierosa). Gdy wszystko było gotowe i smakowało zjadliwie, to po prostu zjadłam, nie zrobiłam zdjęcia bo...nie zrobiłam.
Teraz pytanie za milion dollarów po co ja to pisze ?
Jestem ostatnią osobą może dawać jakie kol wiek lifestylowe rady. Jestem studentką i już tego nienawidzę (zaczęłam w październiku) do tego pracuje na stacji benzynowej (prestiż że ja pier*beep*), pije alkohol kiedy mam tylko okazję czyli jestem studenckim alkoholikiem, pale świństwo zwane papierosami, maluje się codziennie ale i tak wyglądam strasznie (chce dobrze ale wychodzi jak zwykle), nie umiem pisać sensownego tekstu (to się jeszcze tutaj ujawni), nie mam na nić cierpliwości, nie jestem na żadnej diecie (po co mi to), jak gotuje to dużo eksperymentuje i jak wyjdzie to wyjdzie a potem i tak nie pamiętam jak to zrobiłam, nie ubieram się jakoś specjalnie i przy moich znajomych wyglądam jak wieśniara, jestem forever alone, mój gust muzyczny zapewne nikogo by nie zaskoczył czyli suma sumarów jestem szarym człowieczkiem.
Jak tak sobie dopier*beep* to się zastanawiam po co założyłam tego bloga :)
Zobaczymy jak to się wszystko skończy - pewnie źle bo to moje życie :)
Może na wstępie napiszę fantastyczną historię - czyli taką jaką zawsze mam w zwyczaju opowiadać.
Wczoraj próbowałam się położyć jak najszybciej jak się da żeby być w stanie ruszyć dupsko z łóżka o 4:30 i iść do pracy na 6:00, ale moja niesamowita sąsiadka którą kocham z całego serca pomyliła o 2 w nocy mieszkania (nie wiem jakim cudem, po jakiś ch*beep* wiszą te numerki na drzwiach) i zaczęła dobijać mi się do mieszkania, gdy się zorientowała że to nie te drzwi to rozpoczęła walkę ze swoimi i komentowała wszystko ze swoim chłopakiem(?)/mężem(?) czy ch*beep* wie kim, niby nic gdyby nie fakt że nadawali tak głośno że byli w stanie mnie obudzić, wyciągnąć mnie z łóżka i wkurwić. Do pracy poszłam nie wyspana i zła, na szczęście w pracy nie było tak źle (niedziela czyli było w miarę pusto) co nie zmienia faktu że i tak paru klientów mnie wnerwiło (łatwo mnie zdenerwować). Po pracy postanowiłam kupić wino które polecały mi koleżanki z pracy na rozluźnienie. W domku zaczęłam zastanawiać się co by tu zjeść (nie wspominam o mojej walce z korkiem od wina) i wpadłam na fantastyczny pomysł przygotowania piersi kurczaka a winie (w końcu niedziela czyli na bogato), poszukałam jakiś przepisów w internecie które nie uwzględniały mojej studenckiej biedoty. Nie pozostało mi nić jak improwizować - przed chwilą zjadłam obiad i powiem szczerze że bardzo dobry.
Użyłam: ryżu ale myślę że z makaronem też by pasowało, pół szklanki pół słodkiego wina, pół szklanki wody ale proponuje mniej bo wyszedł troszkę wodnisty, pół piersi kurczaka (tak na prawdę pierś kroiłam na oko tyle ile zjem),koncentrat pomidorowy, ząbek czosnku bo akurat w domu był ale bez nic się nie stanie i przypraw jakie miałam (przyprawa do kurczaka, bazylia, zioła prowansalskie, pieprz, sól, liść laurowy)
Wykonanie: obtoczyłam kawałki piersi w przyprawie do kurczaka i podsmażyłam razem z posiekanym czosnkiem, w między czasie nastawiłam ryż, do podsmażonej piersi wlałam wino, wodę i dodałam 2/3 łyżeczki koncentratu, dodałam przyprawy i zostawiłam na małym ogniu z dobre 15 minut (zdążyłam założyć bloga i spalić papierosa). Gdy wszystko było gotowe i smakowało zjadliwie, to po prostu zjadłam, nie zrobiłam zdjęcia bo...nie zrobiłam.
Teraz pytanie za milion dollarów po co ja to pisze ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)